Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech z 16 sierpnia 2026 roku przywołuje wspomnienia jednej z największych katastrof z udziałem polskich turystów – wypadku autokaru pod Grenoble z 22 lipca 2007 roku. Oba zdarzenia dzieli 19 lat. Łączy je jednak nie tylko ogrom ludzkiej tragedii. W obu przypadkach autokary objęte były obowiązkowym ubezpieczeniem OC w PZU.
Po obecnej tragedii na Węgrzech PZU bardzo szybko poinformowało, że autokar był ubezpieczony w tej spółce. Uruchomiono specjalną infolinię dla poszkodowanych i rodzin ofiar, pomoc psychologiczną oraz zapowiedziano „sprawną i priorytetową obsługę zgłoszeń”.
To właściwe działania. Poszkodowani oraz rodziny ofiar potrzebują natychmiastowej pomocy, a odpowiedzialność ubezpieczyciela nie powinna pozostawać jedynie formalnym zapisem w polisie.
Problem polega na tym, że bardzo podobne deklaracje słyszeliśmy już po katastrofie pod Grenoble.
Grenoble 2007 – również miało być szybko i sprawnie
22 lipca 2007 roku polski autokar z pielgrzymami wracającymi z sanktuarium La Salette rozbił się w miejscowości Vizille niedaleko Grenoble. Zginęło 26 osób, a 24 zostały ranne.
Autokar posiadał w PZU ubezpieczenie OC, AC i NNW. Już dzień po katastrofie informowano, że pracownicy PZU pojadą do Grenoble, aby pomagać rannym i ich rodzinom w dopełnianiu formalności. Zarząd PZU deklarował dodatkową pomoc finansową, a do obsługi katastrofy powołano specjalny zespół nadzorowany przez ówczesnego prezesa spółki. PZU zapewniało również, że chce wypłacić należne świadczenia i odszkodowania w jak najkrótszym czasie.
W pierwszych dniach po takiej tragedii tego rodzaju deklaracje brzmią uspokajająco. Mówi się o pomocy rannym, rehabilitacji, leczeniu, wsparciu rodzin i zapewnieniu środków pozwalających rodzinom ofiar zmierzyć się z następstwami tragedii.
Prawdziwa likwidacja szkody zaczyna się jednak wtedy, gdy trzeba określić konkretne kwoty.
I właśnie doświadczenia z Grenoble pokazują, jak wielka może być różnica pomiędzy pierwszymi deklaracjami ubezpieczyciela a rzeczywistą wysokością należnych poszkodowanym świadczeń.
„MARSHAL” prowadził sprawy większości poszkodowanych
Likwidację szkód i dochodzenie roszczeń większości klientów poszkodowanych w katastrofie pod Grenoble prowadził Broker Ubezpieczeniowy „MARSHAL” Sp. z o.o.
Były to zarówno sprawy osób ciężko rannych, jak i rodzin tych, którzy w katastrofie stracili swoich najbliższych. Roszczenia obejmowały nie tylko zadośćuczynienia, lecz również odszkodowania, koszty leczenia i rehabilitacji, renty oraz inne świadczenia wynikające z następstw wypadku.
Już w 2009 roku publicznie informowano o pierwszym pozwie przeciwko PZU dotyczącym katastrofy. Likwidacja szkody prowadzona przez „MARSHAL” doprowadziła wcześniej do wypłaty części świadczeń, jednak PZU nie zaakceptowało pełnej wysokości zgłoszonych roszczeń. Konieczne stało się skierowanie sprawy do sądu.
I nie był to wyjątek.
Z doświadczeń „MARSHAL” związanych z obsługą tej katastrofy wynika, że niemal wszystkie sprawy, w których rzeczywisty rozmiar szkody wymagał wypłaty odpowiednio wysokich świadczeń, kończyły się postępowaniem sądowym.
Procesy trwały różnie. Zdecydowanie częściej długo niż krótko.
Najpierw dziesiątki tysięcy. Po procesach – setki tysięcy i miliony
Najbardziej wymowna jest konfrontacja kwot wypłacanych w toku likwidacji szkód z tym, co poszkodowani uzyskiwali później w wyniku postępowań sądowych.
Według informacji publikowanych po katastrofie pierwsze świadczenia wypłacane poszkodowanym wynosiły często około 10–20 tys. zł. Później PZU dokonywało dalszych wypłat, jednak w wielu przypadkach były to nadal kwoty niewspółmierne do rozmiaru obrażeń, cierpienia i rzeczywistych kosztów powrotu do zdrowia.
Media opisywały przypadek poszkodowanej, która otrzymała 30 tys. zł. Kobieta doznała m.in. złamania barku, uszkodzenia kręgosłupa oraz poważnych obrażeń klatki piersiowej. Pieniądze nie wystarczyły na pokrycie kosztów długotrwałej rehabilitacji i terapii psychologicznej. Dopiero proces sądowy doprowadził do zasądzenia kolejnego świadczenia.
Jeszcze bardziej znamienna była sprawa jednej z najciężej poszkodowanych osób.
Kobieta doznała złamania kręgosłupa i została osobą poruszającą się na wózku. PZU przyznało jej początkowo 60 tys. zł i odmówiło uznania dalszych roszczeń.
Sprawa trafiła do sądu.
Postępowanie trwało od 2009 roku. Ostatecznie w ramach częściowej ugody zawartej przed sądem PZU, poza wcześniej wypłaconymi 60 tys. zł, miało dopłacić 1,1 mln zł oraz około 1,7 mln zł skumulowanej renty. Łączna wartość świadczeń zbliżyła się więc do 3 mln zł. Spór o kolejne roszczenie – dotyczące specjalistycznego samochodu dla poszkodowanej – miał być kontynuowany.
Różnica między 60 tys. zł uznanymi wcześniej przez ubezpieczyciela a świadczeniami liczonymi ostatecznie w milionach złotych mówi o praktyce likwidacji tej szkody więcej niż najbardziej rozbudowane deklaracje medialne.
W innych zakończonych sprawach po Grenoble poszkodowani uzyskiwali świadczenia rzędu 100–200 tys. zł.
„MARSHAL” prowadził te sprawy konsekwentnie, nie godząc się na zamknięcie roszczeń na poziomie świadczeń, które nie odpowiadały rzeczywistym skutkom katastrofy. Ostateczne rezultaty prowadzonych postępowań należy ocenić jako bardzo dobre, zwłaszcza jeżeli zestawi się kwoty pierwotnie uznawane przez ubezpieczyciela z wysokością świadczeń uzyskanych później dla poszkodowanych.
Węgry 2026 – deklaracje są ważne, ale najważniejsze będą decyzje o pieniądzach
Dziś historia zaczyna się podobnie.
Po katastrofie na Węgrzech PZU potwierdziło odpowiedzialność wynikającą z ubezpieczenia OC autokaru, uruchomiło specjalne kanały obsługi i deklaruje priorytetowe traktowanie poszkodowanych oraz rodzin ofiar.
Nie ma podstaw, aby z góry przesądzać, że likwidacja szkód po wypadku na Węgrzech będzie wyglądała tak samo jak po katastrofie pod Grenoble.
Doświadczenie z 2007 roku daje jednak bardzo istotną lekcję.
Uruchomienie infolinii nie jest jeszcze pełną likwidacją szkody. Pierwsza wypłata nie oznacza, że świadczenie zostało prawidłowo ustalone. A fakt, że ubezpieczyciel dobrowolnie przyzna określoną kwotę, nie oznacza, że właśnie tyle rzeczywiście należy się poszkodowanemu.
W przypadku szkód osobowych różnica może być ogromna.
Roszczenia osoby ciężko rannej mogą obejmować między innymi zadośćuczynienie za krzywdę, zwrot kosztów leczenia i rehabilitacji, koszty opieki osób trzecich, utracone dochody, rentę z tytułu zwiększonych potrzeb lub zmniejszenia możliwości zarobkowych, koszty dostosowania mieszkania, zakup sprzętu rehabilitacyjnego czy odpowiednio przystosowanego samochodu.
Rodziny osób zmarłych mogą natomiast dochodzić m.in. zadośćuczynienia za śmierć osoby najbliższej, stosownego odszkodowania w razie znacznego pogorszenia sytuacji życiowej, renty oraz zwrotu kosztów związanych z pochówkiem.
Każda z tych pozycji wymaga indywidualnej analizy.
Najważniejsza lekcja z Grenoble
Doświadczenie katastrofy pod Grenoble pokazuje przede wszystkim jedno: przy największych szkodach osobowych nie należy utożsamiać kwoty zaproponowanej przez ubezpieczyciela z kwotą rzeczywiście należną.
PZU ostatecznie wypłacało poszkodowanym znaczące, a w niektórych przypadkach bardzo wysokie świadczenia. Problem polegał na tym, że pełna wysokość tych świadczeń była w prowadzonych przez MARSHAL sprawach osiągana najczęściej dopiero po wejściu na drogę sądową.
Poszkodowani otrzymywali więc godne odszkodowania, zadośćuczynienia i renty. Nie dlatego jednak, że pierwsza decyzja likwidatora właściwie wyceniała ich krzywdę i potrzeby, lecz dlatego, że nie zgodzili się na zbyt niskie propozycje i dochodzili swoich praw dalej.
W niektórych przypadkach różnica pomiędzy pierwszym stanowiskiem ubezpieczyciela a ostatecznym rezultatem była wielokrotna. W najcięższej z opisanych spraw – wręcz liczona w milionach złotych.
Dlatego rodzinom ofiar i osobom poszkodowanym w katastrofie na Węgrzech należy życzyć, aby tym razem deklarowana przez PZU „sprawna i priorytetowa obsługa” oznaczała nie tylko szybkie przyjęcie zgłoszenia i wypłatę pierwszej bezspornej kwoty, lecz także rzetelne określenie pełnego rozmiaru szkody.
Grenoble pokazało bowiem, że pomiędzy sprawnym rozpoczęciem likwidacji szkody a wypłatą świadczenia odpowiadającego rzeczywistej krzywdzie poszkodowanego może znajdować się jeszcze długa droga.
Czasami – droga prowadząca przez sąd.